piątek, 12 maja 2017

2.6

''Kiedy się tak pogubiliśmy?
Łatwiej było odpuścić
Tak wielu nie może nikomu powiedzieć
Trudniej jest powiedzieć Tobie.''


P.O.V Domen

- Hej- wyszeptałem cicho, skupiając swój wzrok na interesującym chodniku.

- Hej- jej głos drżał niemiłosiernie, zrozumiałem, że ona nie jest szczęśliwa.

- Jak u ciebie Ana?- uniosłem wzrok na jej twarz. Kolor jej oczu był wyblakły, wręcz bez życia. Skóra była blada, a sińce pod oczami było widać z daleka. Usta spierzchnięte, a na twarzy dwie małe blizny. Usiadła obok mnie, przytrzymując się kościstymi rękoma o oparcie ławki. Strasznie schudła.

- Jest dobrze- byłem pewien, że wymusiła uśmiech.

- Nie rozumiem jednego...

- Czego?- spojrzała na mnie niezrozumiale.

- Dlaczego cały czas mi kłamiesz?- spojrzała na mnie przestraszonym wzrokiem.- Przyszedłem tutaj, żeby dowiedzieć się prawdy...

- Chcę się pożegnać, ale nie chcę byś za mną tęsknił- oh, tak pożegnać. Zapomniałem. Ona odchodzi.

- To tak jakbyś dała komuś życie i powiedziała, że ma przestać oddychać.

- Prawda zbyt cię zaboli- ścisnęła moją rękę ze strachem, chyba wyczuła moją ochotę na ucieczkę.

- Już nic nie przebije tego bólu, kiedy nas zostawiłaś- warknąłem, całkowicie nie myśląc, o tym co mówię.- Ana, przepraszam, ja...

- Nie, ja rozumiem- poklepała mnie po ramieniu, wpatrując się we mnie zamglonym wzrokiem.- To co zrobiłam... Ouh, a jednocześnie... To wszystko jest za trudne na ciebie, ja wiem...

- Więc dlaczego mi tego nie ułatwisz?

- Ponieważ wtedy nie będziesz mógł spokojnie zasnąć, wtedy zrozumiesz, jaki świat jest naprawdę, a lepiej żyć w...

- Kłamstwie?- zapytałem z kpiną.- Tak się nie da.

- Co mam ci powiedzieć? Że niedługo umrę? Nie wyjeżdżam, ja znikam... Na zawsze- jeszcze nigdy (nawet przy swoich pierwszych skokach) serce mi tak szybko nie biło. Ona miała umrzeć? Ale z jakiego powodu? Dlaczego? 

- Oh...- w tej chwili tylko na to było mnie stać. Oparłem plecy o ławkę i zamknąłem oczy. Cholera miałem być mocny, miałem dorosnąć.- A Daniel?

- A coś nie tak z nim? Daniel ma przed sobą jeszcze całe życie!- zaśmiała się wesoło, ale mimo to w jej oczach widziałem smutek. Miała rację, może kilka rzeczy nie powinienem wiedzieć, żeby żyło mi się lepiej. Mimo to, nie wyobrażałem sobie, że jej nie będzie. Gdyby żyła, była szczęśliwa, zapomniała o nas, może dałbym radę. Ale śmierć? Och...

- Chcesz iść na ciepłą czekoladę?- kiwnęła głową i ruszyła przed siebie. Myślę, że ja również muszę ruszyć na przód, ale w trochę innym znaczeniu. Bo skoro nie będzie już jej, nie będzie osoby, która nauczyła mnie żyć... Chyba sam muszę dorosnąć.




''Jak mogę sprawić, żebyś została
Kiedy łatwiej pozwolić Ci odejść,
Nikt nie wie tego, co wiemy my.
Nikt nie musi wiedzieć.''


P.O.V Goran

- Trenerze, ale to będzie trudne...- wyjąkał Jurij, a chłopacy spojrzeli na mnie z niepewnością.

- Przecież go nie zabije- zaśmiałem się sakrastycznie. Aż takim wyrodnym ojcem nie jestem.

- No tak, ale...

- Nie bójcie się, poradzę sobie- zapewniłem, a Jurij i Daniel wyszli z pokoju.- Jak sobie radzisz?

- Dobrze- mruknął Aleksy i spoczął obok mnie.- Dziękuję ci, nawet nie wiesz jak..
.
- Miałem pieniądze na zbyciu, a twoja mama ich potrzebowała- uśmiechnąłem się szeroko, a chłopak spuścił głowę.

- Wstyd mi... To aż siedemdziesiąt tysięcy- machnąłem ręką i spojrzałem w jego oczy. Były szczęśliwe i pełne nadziei. Nawet nie nadziei, a ulgi. Jego mama wreszcie była zdrowa, a on mógł żyć tak jak zasłużył.

- To mój syn, a ja muszę sprzątać po nim ''brudy''. On pomógł ci w nie ten sposób, co powinien- potaknął.

- Dziękuję Goran. Ten plan się uda- wszystko było przygotowane, nic nie mogło się nie udać. Może nadal było ryzykownie i niebezpiecznie, ale mimo to zamierzałem walczyć. Nie z Dave'em Janusem, ale z synem, którego kilka lat temu straciłem. 

- Damy radę- spojrzałem na zdjęcie moje, Any i Dave'a. Uśmiechaliśmy się do kamery i byliśmy beztrosko szczęśliwi. Zmieniłem się nie do poznania od tego czasu, dlatego Ana mnie nie rozpoznawała. 

- Nikt już nie będzie siebie krzywdził, za dużo wyrządziliśmy temu światu, temu kraju, tej Planicy- wszystkie lata, kiedy niszczyliśmy każdego człowieka na naszej drodze, aby uzyskać sukces. Przesadziliśmy i zapomnieliśmy kiedy należy się zatrzymać. Ale teraz... Teraz wszystko się zmieni i będziemy tacy, jakich chciałaby Planica.



''Zadzwoń, kiedy się zdecydujesz, ale nie zrobisz tego
Złapana na tym jak bawiłaś się moim sercem
Tylko miłość potrafi wywierać takie wrażenie.''


P.O.V Peter

Przykryłem się kołdrą, zaciągając ją na całe ciało. Nienawidziłem poranków, nie tylko przez świecące i wnerwiające słońce. Nienawidziłem ich, bo nie widziałem większego sensu we wstawaniu. Jedzeniu posiłków, samemu byciu, ale Domen i Cene... Oni mnie potrzebowali. Mógłbym się załamać, bo byłem pewien, że już nic mnie nie zrani, że ona jest... Sam nie wiem, prawdziwa? Moja? Tak chyba tak... A okazało się zupełnie inaczej. Ale nie kochałem jej, to było za szybko na miłość. Znaczy tak mi się wydaję... Nie było chwili, rzeczy, osoby, która udowodniłaby mi, że ją kocham... Zależało mi na niej, chciałem ją mieć blisko, ale czy to była miłość? 

- Peter?- potrząsnąłem głową i spojrzałem na Cene.

- Tak?

- Jak się czujesz?- spojrzał na mnie zmartwiony i usiadł na fotelu. Czułem się koszmarnie, jakbym stracił cząstkę siebie, może coś więcej. To skakanie, to wszystko nie było już takie jak kiedyś. Spacery po parku we Planicy były inne. Były samotne i wyblakłe. A noce? Noce były chyba najgorsze, bo skłaniały do przemyśleń. Przybywało coraz więcej pytań, a odpowiedzi brak. 

- Dobrze- przysiadłem się obok niego.

- Udajmy, że wierzę... To nie tak, że chcę się wtrącać, ale już wiem wszystko i chciałbym wiedzieć, jeśli mogę, czy ty nadal do Any...

- Nienawidzę jej- powiedziałem szybko, jakby te słowa miały zaraz się okazać nieprawdą.

- Dlaczego?

- Za to, że żyję- warknąłem.- Za to, że tylko namąciła mi w głowie. Nienawidzę jej i tyle.

- Na pewno? Zastanów się dobrze bracie...

Czy jej nienawidziłem? Jasne, że nie, ale tak było łatwiej mi schować uczucia. Ona po prostu zabrała mi cały sens. To dla niej każdego dnia wstawałem, to by po prostu ją wkurzać, to by ją zobaczyć, to by porozmawiać. Czasem samo patrzenie na nią było dla mnie czymś wyjątkowym. Trwało to trochę czasu, ale wyleczyła mnie, sprawiła, że stałem się na nowo pięknym człowiekiem. Pokazała mi, że każdy dzień jest nową szansą, że przeszłość może zostać zapomniana, a teraźniejszość jest jedynym co mamy. Nauczyła mnie, że skoczków można postrzegać jako aniołów. Jednym dopiero wyrastają skrzydła, drudzy już me mają, ale trochę poobijane. A moje? Były połamane, zranione i nie potrafiły latać. Obiecała, że nauczy je latać od nowa, a ja do końca wierzyłem, że kiedyś wróci i mnie naprawi do końca.


- Nie zależy mi na niej, była przy mnie, ale teraz jej nie ma...- musiałem się upewnić, że mam rację, więc wyszedłem z pokoju, a moim celem stał się klub, alkohol, chęć zapomnienia.


*

- D-Dziękuj-ję, m-może...

- Wiem kim jesteś i wiem, że jeśli wypijesz za dużo to prasa cię nie oszczędzi- westchnąłem z trudem rozpoznając gdzie jestem.

Rzuciłem pieniądze na stół i chwiejnym krokiem wyszedłem. Na zewnątrz było ciemno i mocno sypał śnieg. Usiadłem na zasypanej białym puchem ławce, miałem wszystko jedno. Mógłbym nawet tutaj zamarznąć. Spojrzałem na gwiazdy i zaśmiałem się żałośnie.

- Mogłabyś być moją gwiazdą- przegryzłem wargę.- Ale wybrałaś go i stałaś się jego pieprzoną planetą.

-I cholera tak, kiedy słyszę piosenkę Mendesa, myślę o tobie... Ale wiem, że on traktuję cię lepiej, nie ja. Wiem, że on potrafi cię kochać... A ja ugh, gadam sam do siebie!- walnąłem z pięści w metalową część ławki i syknąłem z bólu. 

- Peter?- uniosłem głowę, słysząc głos Domena, który stał razem z Aną. Wszystko w niej było piękne, a ja z każdym spojrzeniem znowu się zakochiwałem. Idiota pieprzony.

- Nie, bo Jezus- warknąłem, a on spojrzał na mnie zawiedziony.- Okej, przepraszam, co chcesz?

- Znowu?

- Co znowu?- skrzyżowałem spojrzenie z dziewczyną, a ta patrzyła na mnie z żalem.

- Upiłeś się- wzruszyłem ramionami, a brat pokręcił głową ze zrezygnowaniem.- Jeśli co chwilę tak będzie to w końcu zachorujesz na coś, albo...

- Nie martw się nie zostawię was, nie tak jak ona- spojrzałem na dziewczynę z pogardą.- Dlaczego ty z nią przyszedłeś?



- Bo to moja Ana, ta która mnie wszystkiego nauczyła.

- I spierdoliła- zaklaskałem ironicznie.

- Ale była rozumiesz? Była, kiedy ciebie nie było i wybaczyłem ci Peter. Rodzina, czy nie rodzina, liczą się uczucia i poświęcenie. Kocham ją i nic nie jest w stanie tego zmienić. Nie będę zaprzeczał rzeczom, które są prawdziwe- spojrzał na nią ze łzami w oczach, a ta przytuliła go mocno.- Nie potrzebuję znać wszystkiego, wystarcza mi to, że jest tu teraz.

- Ona nas zostawiła dla Daniela, rozumiesz?!

- Do cholery, to wszystko jest nie jest tak jak myślisz! Nie zostawiłabym was, zrobiłam to bo...- uniosłem wzrok, a ona dopiero teraz zrozumiała, co powiedziała. Przerażona wycofała się kilka kroków, ale wpadła na drzewo.

- Zostawię was samych, Ana spotkamy się jeszcze- wyszeptał Domen, a dziewczyna to odmachała głową, to zbierała się do ucieczki. Podszedłem do niej i chwyciłem jej nadgarstek, przyciągając ją do siebie. Okłamała mnie? Czy ona do cholery mnie w coś wkręciła? Musiałem być silny i dowiedzieć się wszystkiego.

- Wyjaśnij, co jest nieprawdą...

- Nieważne okej? Przecież mnie nienawidzisz, tak?- wyjąkała zestresowana, próbując się odsunąć.

- O co chodzi z Danielem?- nalegałem.

- Oh, przecież ja go kocham...- spuściła wzrok i zaśmiała się nerwowo.- Jesteśmy razem szczęśliwi, wszystko jest w porządku, on sprawia, że jestem...

- Może kiedyś bym ci uwierzył, ale nie teraz. Proszę, powiedz mi prosto w oczy, że go kochasz...

- Czyli nie pamiętasz...- szepnęła. Uniosłem jej podbródek i przysunąłem twarz bliżej. Serce waliło mi, jak szalone.- Powiedziałam ci już raz, więc...

- Ale ja nie pamiętam, więc powtórz.



- Nie mogę- wzdrygnęła się z zimna, była ubrana nie za ciepło. Na dworze było kilka stopni na minusie, a ona nawet szalika nie miała. Spojrzałem na jej zarumienione policzki i straciłem całą kontrolę nad sobą. Złożyłem czuły pocałunek, a za nim kolejne i kolejne.- Peter, co ty...

- Powiedz, że go kochasz, a przestanę...

- Będziesz pamiętał, nie na pewno, ale szansa, że to zapomnisz, co powiedziałam, jest mała, a ty... Nie możesz pamiętać, wtedy...- wyjąkała, zamykając oczy i kładąc ręce na moich policzkach. Pocałunek w kąciku ust, pocałunek na nosie.- Ja...

- Powiedz to- wsunąłem ciepłą rękę pod jej bluzkę i delikatnie przejechałem po jej plecach.

- Pocałuj mnie- wyjąkała drżącym głosem. Wstrzymałem oddech i przysunąłem twarz blisko jej. Dzieliły nas milimetry, a moja ręka mocniej oplotła jej talię.

- Nie całuję się nie swoich dziewczyn- odsunąłem się powoli, ale ta gwałtownie mnie przyciągnęła.

- Nie jestem jego dziewczyną, do cholery nie kocham go i...- spojrzała w moje oczy, wzrokiem jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Tak jakby nigdy nie chciała mnie zostawić, jakby była tu dla mnie.- Zależy mi na tobie, trochę mocniej niż powinno, och po prostu mnie pocałuj...

Połączyłem nasze usta w czułym pocałunku i delikatnie popchnąłem ją na drzewo. Ułożyła swoje ręce na moim karku, a ja trzymałem ją najmocniej jak umiałem. Była wszystkim, co straciłem i miałem. Przegryzłem jej wargę, a ona wplątała dłonie w moje włosy. Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy zaczęła ciągnąć za ich końcówki. Oderwałem się od niej i wtuliłem w siebie. Łza spłynęła po moim policzku, zrozumiałem co się stało, chociaż jutro mało będę pamiętać.

- To coś poważniejszego, prawda?- nie musiała odpowiadać, wiedziałem wszystko.- Więc po prostu chodź ze mną, bądź ze mną jedną z twoich ostatnich nocy...- chwyciłem jej zimną rękę i pobiegliśmy w stronę hotelu. Jej czułe słowa, które mówiła mi, jakby miało jej tu nie być za sekundę, jej dotyk, jej bliskość to wszystko sprawiało, że moje uczucia powracały i miałem wątpliwości. Może jednak złamani ludzie potrafią kochać?




''Kiedy o tym myślisz,
Czy pamiętasz mnie?
Czy odkryjesz, że nie ma żadnej innej miłości?
Nie ma innej miłości dla Ciebie.''


P.O.V Anastazja

Otworzyłam oczy i przejechałam wzrokiem po pokoju. Włosy Petera były rozwiane we wszystkie możliwe świata strony. Ucałowałam jego usta i pozbierałam swoje rzeczy z ziemi. Przeszukałam cały pokój, ale za nic nie mogłam znaleźć swojej bluzki. Włożyłam na siebie bluzkę chłopaka i usiadłam na łóżku. Chciałam mieć wyrzuty sumienia, ale nie potrafiłam. Kochałam go, ale nie mogłam być egoistką. nie mogłam miotać nim, zjawiać się i odchodzić.

- Kocham cię, ale nie uda mi się powstrzymać Dave'a. Nie możesz trwać w takim czymś, to by cię wykończyło kochanie. Kiedy po raz pierwszy cię spotkałam, nie sądziłam, ze cię pokocham, że będziesz dla mnie taki ważny. Życie lubi pożartować- przejechałam delikatnie kciukiem po jego ustach.- Kiedy się obudzisz, mnie już nie będzie... Teraz dobrze ci się śpi, wszystko jest na swoim miejscu. 

To znowu ja. 
Cieszę się, że mogłam być wczoraj z Tobą.
Cieszę się, że mogłam być Twoja.
Czas na pożegnanie, dobrze wiesz, że to już ostatnie.
Zbyt dużo wracamy do siebie...
Gubimy się i cholera po chwili znajdujemy.
To nie może tak być, to jest niezgodne. 
My jesteśmy niezgodni.
Nie wiem, ile pamiętasz... Mam nadzieję, że mało.
Namąciłeś mi w głowie i nie umiem za Tobą nie tęsknić.
Jakbym była na wielkim morzu.
A ty byłbyś jedynym statkiem, który przepływa.
Dałabym wszystko żebyś był tu ze mną.
Nie wiem, czy się spotkamy jeszcze.
Za to, co narobiłam powinnam iść do piekła.
Ty i Domen... Byliście najważniejsi w całym moim życiu, nic tego nie zmieni.
Budzić się z Tobą obok, to coś czego nigdy bym nie zmieniła.
To wszystko pozostanie razem ze mną.
Przy mnie, w moim sercu.
Twoja Anastazja
Och i Peter...
Wydaje mi się, że cię kocham.

Włożyłam długopis do torebki i zostawiłam kartkę na szafce. Miałam mało czasu, jutro kończył się TCS, a ja mało z niego pamiętałam. Po turnieju Dave miał po mnie wrócić, a to oznaczało jedno...



Nie lubiłam płakać, ani tym bardziej żegnać się, płacząc. Chłopak smacznie spał, a jego twarz zdobił delikatny uśmiech. Ucałowałam jego czoło i usiadłam jeszcze na chwilę. Peter miał mocny sen, nie było mowy, że się obudzi. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchałam się w bicie jego serca. Och cholera, jak bardzo chciałam, aby biło dla mnie. Kiedy zegar wybił siódmą, wiedziałam, że to już pora. Spoglądnęłam jeszcze raz na Prevc'a, a serce mocno mnie zapiekło. Będzie dobrze, musi być. Wyszłam cicho z pokoju i przetarłam łzy, makijaż do kitu. Wsiadłam do swojego auta i oparłam ręce o kierownice. Teraz mogłam uwolnić wszystkie męczące mnie emocje. Straciłam go, musiałam go stracić. Na przemian uśmiechałam się i płakałam, bo ta noc cholera była piękna. Mój telefon zadzwonił, a ja byłam zmuszona odebrać.

- Czego chcesz?

- Powiedziałem ci, nie rozmawiaj z nimi, jeśli chcesz...

- Tak się nie da człowieku, ja mam uczucia w porównaniu do ciebie!

- Gówno mnie obchodzą twoje uczucia, nie będziesz szczęśliwa...

- Nigdy nie byłam i nigdy już nie będę!

- Przestań do cholery kłamać! Kiedy oni są blisko ciebie, jesteś taka jak w dzieciństwie!- zawiesił na chwilę głos, a w moim sercu narodziła się nadzieja.

- Ty też możesz być taki...

- Zabrałaś mi wszystko, rozumiesz?! Więc ja do końca życia będę zabierał ci wszystko, żeby patrzeć jak cierpisz...

- Będę przy nich, choć w małym stopniu, niezależnie, czy...

- Nie ośmielisz się Ana- warknął.

- A chcesz się przekonać? Człowiek, który nie ma już nic do stracenia, po prostu ma wszystko gdzieś i robi to, na co ma ochotę. Zostało mi kilka dni, 3, 8 nie wiem! Z każdym się pożegnam, rozumiesz?

- Przysięgam ci ty mała...

- Że nagadasz na nich, ze znajdziesz brudy z przeszłości? Chcesz winić niewinnych ludzi, kiedy to ja spieprzyłam ci życie? Pomyśl logicznie- wiedziałam, że to go przekona, wiedziałam, że chodzi mu tylko o mnie.

- Obiecuję ci, że jeśli spróbujesz być szczęśliwa, choćby jeszcze jeden raz przyjadę po ciebie i najzwyczajniej w życiu zabiję.

- Mam to gdzieś Dave.

 Bałam się jak cholera i jak cholera kłamałam. Nie mam nic do stracenia? Okej, może zostałam bez niczego, ale gdzieś tam głęboko wierzę, że oni nadal na mnie czekają. Musiałam się pożegnać z Jaką, Anze, Jurijem... Musiałam się pożegnać z tym wszystkim, co miałam. Dave po mojej śmierci nic im nie zrobi, więc im prędzej wszystko zakończę, tym szybciej sprawy się poukładają. A ich skrzydła będą znowu latać.



''Nie bój się tego
Nie zapomnij, że to było prawdziwe
Kiedy kochasz całym sobą
Kiedy dałeś wszystko, co można dać.''

-----------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale wycieczka, nauka itd ;/
Mimo to mam nadzieję, że się spodoba wam^
Za niedługo już koniec, więc pewne sprawy trzeba wyjaśniać :)
Pozdrawiam cieplutko
Komentarz = motywacja <3 

*poprawiony*

piątek, 28 kwietnia 2017

2.5

TCS, ciąg dalszy...


''Byłem zimny, byłem bezlitosny
Aż krew na rękach mnie przeraziła
Może dziś się obudziłem.''

P.O.V Domen


Obawy pojawiły się w mojej głowie, kiedy zobaczyłem Petera trzaskającego drzwiami. Nie wiedziałem, czy podejść, czy zostawić go w spokoju, ale ciekawość przegrała.

- Wszystko okej?- zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na mnie niechętnie. 

- Ona już nie istnieje.

- Kto?- spytałem zdezorientowany.

- Anastazja Voel nie istnieje i już nigdy nie będzie jej w naszym życiu, rozumiesz? Jest dla nas nikim- przełknął ślinę, a ja wstrzymałem oddech. On chyba sobie teraz żartował!

- Słucham?

- Mam ci przeliterować jeszcze raz?! Nie spotykaj się z nią, nie przebaczaj jej, rozumiesz?
Ona jest tylko jedną z kolejnych osób, która odeszła i nie wróci. Do tego...

- Ona jest dla mnie ważna Peter, jak możesz tak...

- Jesteś głupim, naiwnym gówniarzem, myśląc, że ona wróci! Dostała pieniądze i się zmyła do tego sukinsyna! Teraz mają idealne życie!wykrzyczał, a ja zamarłem. Jak mógł obwiniać ją za swoje błędy?!

- Ona taka nie jest, nie rozumiesz?- wyszeptałem cicho. Po kilku dniach dotarło do mnie, że źle ją oceniłem. Była z nami cały sezon letni, pomagała nam, dawała nadzieję. A my? Nawet nie podziękowaliśmy jej na koniec. Zraniła nas doszczętnie, ale powinniśmy być chociaż wdzięczni, za to jak nas odbudowała i ''postawiła na narty.''

- Mylisz się dzieciaku, ona jest nic niewarta, kompletnie nic, najlepiej jakby...

- Słyszysz sam siebie Peter? Co się z tobą do cholery dzieję?!

- Przejrzałem na oczy!

- Przestań ją winić za to, że coś do niej czułeś- uniósł na mnie wzrok, a ja przewróciłem oczami.- Nie udawaj, że tego nie czujesz.

Peter patrzył na mnie z wyrazem twarzy, którego nie mogłem rozpracować. Po chwili mruknął coś pod nosem i zamknął się w swoim tymczasowym pokoju. Wreszcie odpuścił zaprzeczanie sobie, cóż za niespodzianka!


Chwyciłem butelkę wody i wybiegłem z domu. Nie chciałem siedzieć bezczynnie, kiedy mój brat przeżywał poważny kryzys. Coś musiało się niedobrego stać, że tak źle mówił o Anie. Wiedziałem, że miał wahania nastroju - ale żeby aż tak? Dużo czasu zajęło mi przeczytanie choćby jednego listu, więc pewnie też dużo czasu zajmie mi wybaczenie jej, ale nie poddam się. Nic gorszego już nie może się stać... Prawda?

- Ja przepraszam, nie chciałem i...- ktoś uderzył we mnie tak mocno, że upadłem na ziemię. Rzeczywiście byłem niezdarą.- Och, Domen.

- Daniel- uśmiechnąłem się do niego delikatnie, chociaż było mi cholernie trudno. Wiedziałem, że muszę dorosnąć i rozwiązać wszystkie problemy, by od nowa być beztrosko szczęśliwym.

- Dlaczego się uśmiechasz? Dlaczego nie krzyczysz? Dlaczego nie próbujesz mnie uderzyć, czy nakrzyczeć? Dlaczego...

- Ponieważ to nie twoja wina- wzruszyłem ramionami, a chłopak odetchnął z ulgą.- Miłość nie jest niczyją winą.

- Czuję się z tym jak dupek, ale tak musiało...

- Dlaczego wy wszyscy mówicie, że tak musiało być? Że prędzej, czy później to by się stało?!- podniosłem głos, po chwili go zniżając. Nie było sensu krzyczeć.- Nic nie musiało się tak stać, ona mogła zostać...

- Domen, ja...

- Ale to nie oznacza, że nie rozumiem- poklepałem go po ramieniu, a blondyn uśmiechnął się blado.- Co u Any?

- Nadal ją lubisz?- spojrzał na mnie z nadzieją.

- Nadal ją kocham.

- Nawet nie wiesz, jak ona się ucieszy kiedy jej to powiem, ona tak bardzo cię kocha i tak bardzo za tobą tęskni- przytaknąłem ze smutkiem.- To nie tak, że my się kochamy wiesz?

- Co, dlaczego?

- To jakby powinność... Kilka rzeczy jest trudnych, a kilku nie trzeba udawać... Znaczy nie udawać, tylko... Uh, to takie pogmatwane. Ja ją kocham, a ona mnie nie, to boli ale przyzwyczaiłem się.

- Daniel, ale ona cię kocha...

- Ona kocha Petera, powiedziała to mi wczoraj, wiesz? Zabolało, ale też ucieszyło. Ona nigdy nikogo tak nie kochała- tyle pytań nasuwało się mi w głowie, tyle niewyjaśnionych spraw, ale wolałem nie wiedzieć.- Mam coś dla ciebie.

Wyciągnął z kieszeni nieco pogniecioną kopertę i wcisnął mi ją do rąk. Uśmiechnąłem się szeroko, poznając pismo Any.



A czego innego mogłeś się spodziewać, dzieciaku?

- Jeśli chciałbyś jej odpisać, to wrzuciłem ci do środka mój adres. Obecnie mieszka u mnie, ale nie w sposób jaki myślisz. Och, nie będę tłumaczył, byłaby zła na mnie. Ona i tak dużo ryzykuję, sama wie, że jeśli to zrobi to koniec, oh po prostu przeczytaj i zrozumiesz. Nie da ci to całkowitej wiedzy, ale obiecuję ci, że kiedyś wszystkiego się dowiesz, dobrze?- pokiwałem głową. Na razie starałem się jej wybaczyć. Peter nauczył mnie, jak od nowa ją kochać, więc ja musiałem przywrócić go.- Ah i przeproś ode mnie Petera i...

- Aż tak źle?

- Na tyle, ile było trzeba.

- Co?

- Trzymaj się Domen!- westchnąłem, spuszczając głowę. To było uciążliwe. Wszyscy wiedzieli, tylko nie ja. Ale jeśli chciałem dorosnąć - musiałem to przetrwać jak dorosły. Czyli mieć wyrąbane na sprawy, których nie rozumiem. 


Domen!
Kocham Cię.
Nie wiem, czy są ważniejsze sprawy do powiedzenia...
Będę na konkursach. Nie powinnam Ci tego mówić, ale skoro nie mam już Petera... Skoro musiałam, tak a nie inaczej, to chyba zostałeś mi już tylko ty, nieprawdaż?
To nie musiało tak być, dobrze wiem. A jednak, stało się i nie da się wrócić do przeszłości.
Mam nadzieję, że Peterowi teraz będzie dobrze. Ze mną by mu nigdy nie było. 
Widziałam cię. Widziałam twoje skoki, byłam na każdym treningu i płakałam. Płakałam, bo chciałam być przy Tobie, pozwolisz mi jeszcze na chwilę? To strasznie egoistyczne, wkraczać po raz ostatni do twojego życia, kiedy już się nauczyłeś beze mnie. Bo nauczyłeś, prawda?
Wiem, że mi nie wybaczyłeś, wiem, że to co zrobiłam zraniło cię doszczętnie... Ale kiedyś zrozumiesz. Zdaje sobie sprawę, że choć trochę już ci ''świta'', ale kochanie to co wiesz, jest jedną setną tajemnic tego, mojego świata.
Gdyby czas mi pozwolił, ten list byłby nieskończenie długi, jak moja tęsknota, ale nie mam czasu. Na ulubione rzeczy, czy na życie... Nie jestem chora, nawet o tym nie myśl. Żaden rak mnie nie złapie! Po prostu... Taki jest mój żywot, ale ej! Nie martw się dzieciaku, nie teraz! Wiem ile pytań przechodzi teraz przez twoją mądrą głowę, ale to nie pora. 
Chciałbyś się ostatni raz spotkać? Nie pożegnałam się, tak jak należy. Pozwolisz mi to zrobić jeszcze raz? 
Kocham Cię
Ana



''Będę dobry, będę dobry
Za cały blask, który zgasiłem
Za wszystkie niewinne rzeczy, w które zwątpiłem
Za wszystkie siniaki, które tłumaczyłem łzami.''


P.O.V Anastazja


Kolejna łyżka lodów i smutna mina Daniela.

- Ana...

- Jest dobrze- przetarłam policzek na którym rozmazany był tusz. Nic to nie dało, ale starałam się stwarzać pozory, że jest okej.

- Kochanie przed chwilą skłamałaś miłości swojego życia, że kochasz mnie. Jak masz czuć się dobrze?

Przełknęłam ślinę, przecierając kolejne łzy. Kiedy pomyślałam, o tym co się stało... Cholera, bolało.

- Po prostu mnie mocno przytul, dobrze?- chłopak mocno otulił mnie ramionami, choć na chwilę dając poczucie bezpieczeństwa.- Mamy za sobą piękną miłość, nie sądzisz?

- Była cudowna Ana, ale nie chcę współczucia- uśmiechnął się słabo, a ja skarciłam się w duchu, za podjęcie tematu.

- Może byłabym cię w stanie...

- Nie kochasz mnie Anastazja, dobrze wiesz- gdybym go kochała, gdybym czuła to co wcześniej...- Tak mało czasu zostało, sama wiesz...

- Czyli już nie chcesz mnie uratować?- zaśmiałam się, a on wzruszył ramionami.

- Nie ma sensu.

- Oh- wstrzymałam na chwilę oddech, zdając sobie sprawę, że chłopak mówi poważnie.
Może po prostu powinnam już odejść, może Daniela to wszystko już zbyt boli?

- Mówiłaś, że chcesz jeszcze jeden list napisać...- podał mi kartkę i długopis. Musiałam wyjaśnić kilka spraw, zanim mnie tu nie będzie.




Drogi Goranie! 
Staram się nie myśleć, skąd masz ten wisiorek, ale cholera... Czy kiedyś się spotkaliśmy? Czy kiedyś byłeś kimś, kto był ważny w mojej rodzinie, czy to po prostu przypadek? 
Nie wrócę, niedługo mnie tu nie będzie. Chciałam byś wiedział...
Dlaczego? Niektóre rzeczy, niektórzy ludzie często są powodem, a my nie jesteśmy w stanie z nimi walczyć. 
Spotkamy się jeszcze raz tutaj na zawodach. Obiecuję Ci powiedzieć moje cudowne sposoby, jak zachęcić tych niesamowitych słoweńskich skoczków, by się przyłożyli. 
Nowy psycholog? Myślę, że ci się przyda, oni potrzebują pomocy.
Gdybyśmy jednak nie mieli okazji się ostatni raz spotkać, wiedz, że ty również byłeś dla mnie ważny. Czasem traktowałam cię jak wujka, wiesz? Taki mi się wydawałeś. 
Nigdy nie strać swojego ciepła, ani serca - to wyjątkowy dar.
Ana


Dzwonek zadzwonił do drzwi, a Tande podskoczył i wnet wybiegł z pokoju. Słyszałam szepty, a po chwili przede mną pojawiła się Katy.

- Myślę, że ona ci teraz...- dziewczyna przytuliła mnie mocno, a ja schowałam głowę w jej włosach.- To ja ten, no...

- Kiedy spotkałam cię po raz pierwszy i ujrzałam twoje oczy, wiedziałam że one kochają kogoś.



''Moja przeszłość ma teraz gorzki smak,
Więc stawię czoła dziwactwom i słabościom
Albo tak mi po prostu powiedziano.''
*

- Jak między wami?

- Rozmawiamy z Anze, zbliżamy się do siebie i jest lepiej...- wpakowała sobie do ust kolejną łyżkę lodów.

- Ale to nie to, prawda?

- Wiem, że potrzeba czasu i miłości...

- Ale nie wiesz już nic, prawda?- przytaknęła.

- Gubię się w tym wszystkim co mówi. Chce być obojętny, a potem mówi w sposób, jakby był mój.

- Ale ty wiesz, że nie jest i nie umiesz się z tym pogodzić- to było coś ala babski wieczór ze łzami wywołanymi przez '' Pamiętnik''. Szkoda tylko, że nie było żadnego filmu.

- On mi nie ufa, on pyta mnie o pogodę, o to co robię, jakbyśmy byli nastolatkami i nie mieli innych tematów- ułożyła głowę na poduszce i głośno westchnęła.

- Może napisz list?- zaproponowałam, a ona spojrzała na mnie nieprzekonana.

- Wydaje mi się, że nie umiem...

- Pomogę ci.

Nadal niepewna, ale mimo to już bardziej przekonana chwyciła papier i zaczęła coś pisać.


Oh, Anze...
Kompletnie nie umiem pisać, ale Ana mnie namówiła.
Brakuje mi ciebie, brakuje mi nas.
Jest lepiej, rozmawiamy, jesteśmy, ale ty jesteś taki nieufny. Jak możesz być nieufny, kiedy my mieliśmy tak dużo? 
Mam wrażenie, że sam nie jesteś pewien, czego chcesz. Ja jedynie chcę byś trzymał moją rękę i przeprowadził przez to piekło, tak jak kiedyś. Chyba jeszcze to pamiętasz...
Zobacz jak wiele zostawiliśmy w tyle! Mamy za sobą dobre lata, mamy za sobą szczęście.
Nie mogę wiecznie walczyć o ciebie, jeśli ty nie walczysz do mnie. Mało nas, mało kto wie, co się z nami dzieje. Wiesz dlaczego? Bo wykonałeś do mnie zaledwie 3 telefony, a ja setkę pozostałych.
Przemyśl to, ponieważ nigdy nie jest za późno.
Twoja Kathy.


- Wierzę, że wszystko można naprawić, tak jak Dave'a...

- Co?- podniosłam się z łóżka momentalnie i złapałam ją za ramiona.- Skąd ty to wiesz?! Katy, nie możesz wiedzieć! Posłuchaj...

- Nie pozwolę sobie, ciebie stracić. Jesteś moją jedyną przyjaciółką.

- Kat, rozumiem, ale to nie może tak być!- potrząsnęłam nerwowo głową.- Za dużo! Spotykam się z Domenem, rozmawiam z Peterem, on ich wykończy!

- Musisz uwierzyć, że się uda...

- Już nawet Daniel ma to gdzieś!- wrzasnęłam, a dziewczyna się wzdrygnęła.

- Przepraszam...

- Nie szkodzi, uspokój się dobrze? Mam coś dla ciebie- podniosła kąciki ust i podała mi list. Zdziwiona uniosłam głowę i spojrzałam w jej oczy.

-Od kogo to?

- Przeczytaj, a sama się dowiesz...



Ana!
Też Cię kocham
Ale to zbyt szybko, by wybaczyć.
U mnie? Cóż można uznać, że stabilnie. Bez większych fajerwerek, ani stanów depresyjnych. Jest, cóż... W porządku? Tak, chyba to najlepsze określenie. 
Jeśli powiem, że Peter jest szczęśliwy, to skłamię. On jest w cholerę wkurzony i inne brzydsze formy tego słowa. 
Ale on cię nadal lubi, nieważne ile razy, by zaprzeczał.
Nie wiem, co oznacza, że ciebie nie będzie. Wyjeżdżasz? Zapomnisz?
Nie chcę byś o mnie zapomniała Ana.
Nie jestem dobry w pisaniu długich listów, ani jakichkolwiek, sama wiesz. Jestem tylko dzieciakiem. 
Ostatni raz? Ała, chyba ''ostatni'' zbyt źle brzmi. Pod skocznią? Jutro o 20.
Kocham cię, cholernie mocno.
Domen


''Będę dobry, będę lepszy
I będę kochał świat tak, jak powinienem
Za wszystkie czasy, kiedy nie mogłem.''


P.O.V Cene

Cholera jasna, co ja teraz zrobię!

- I lubię ją rozumieeesz to? A ona? Mnie nie chceeee, to smutneee- jęczał brunet w stronę kelnera, który zniechęcony podał mu następne piwo.

Patrzałem to na Petera, to na jego komórkę. Westchnąłem i wybrałem jej numer. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli będzie pamiętał zrobi mi straszną awanturę, ale ona była jedynym ratunkiem.

- Peter? Wiesz, że...

- Uh tu Cene, ja... Peter się strasznie upił, mogłabyś...

- Gdzie jesteście?- usłyszałem w słuchawce głośny trzask drzwi.

- Ten klub naprzeciwko parku...

- Będę za pięć minut, wyprowadź go na zewnątrz- rozłączyła się, a ja spojrzałem zmęczony na brata.

- Chodź Cenuś, napijemy sięęę, zapomnimy o wszyyystkim!

- Idziemy Peter, przechlałeś wszystkie pieniądze. Nawet na taksówkę nie mamy-chwyciłem go pod ramię, a chłopak z ledwością szedł.

- To jak my trafimy do domuuu, on tak dalekoooo- stanął w miejscu i spojrzał na mnie wybuchając śmiechem.- Będziemy laaaatać?



Walnąłem się ręką w czoło, a brunet tym razem stracił uśmiech.

- Tęsknię za nią. Za jej uśmiechem, za jej docinkami, za moją Aną.

W tej samej chwili podeszła do nas brunetka i mocno mnie przytuliła. Zaskoczony objąłem ją i uśmiechnąłem się szeroko.

- Dziękuje Cene- wyszeptała i z wdzięcznością spojrzała mi w oczy.- Wyrobiłam już tyle, ja...

- Nie znam twojej historii, ale czuję, że masz dobre zamiary...

- Znowu Anastazjaaaa.... Daniel już ci się znudził?

- Załaduj tego pijaka do samochodu...

- Odpowiedz mi na pytanie!- szarpnął jej rękę, a dziewczyna z trudem przytrzymała go, by nie upadł. Spojrzała w jego oczy i cicho westchnęła.

- To nie tak Peter.

- Ta, wcale nie zostawiłeś mnie dla swojego byłego.

- My nawet nie byliśmy razem!

- Ale mogliśmy!




- Jesteś pijany, nie mówisz poważnie...

- Jestem do cholery poważny, lubię cię Ana, bardzo...- położył dłoń na jej policzku.- Ale ty mnie bardzo zraniłaś wiesz...

- Peter, nie możesz, nie możemy...

- Zależy mi do cholery na tobie, nie lubię cię, ja cię bardziej niż lubię! Trudno mi złożyć słowa, ale jestem cholera pijany! Więc pozwól mi, żebyś to ty tym razem zrozumiała!

- Słucham cię cały czas, Peter!

- To chyba źle, skoro nadal nie rozumiesz co do ciebie czuję!

Przysunął ją do siebie i ucałował jej czoło. Wzruszony uśmiechnąłem się, ponieważ Peter znowu był prawdziwym sobą. 

- Nie chcę cię całować, kiedy kochasz go...

Dziewczyna zamknęła oczy i z trudem wzięła oddech. Przyglądałem się tej sytuacji, doskonale wiedząc, że potrzebują tej rozmowy. Może była 3 w nocy, a Peter był uchlany w 4 dupy, ale to jedyne co w tej chwili mieli.

- Posłuchaj, jutro wszystko zapomnisz, ale nie kocham Daniela, okej? Nie kocham- westchnęła i wpakowała go do samochodu. Usiadłem koło niej, a brunetka ruszyła.

Jechaliśmy około 15 minut, a ja nie mogłem zrozumieć jak ona znalazła się wtedy w 5 minut pod klubem. Cholera, musiała go kochać. 

Wysiedliśmy z samochodu Wypchnąłem Petera z samochodu, a on spojrzał w jej stronę.

- Więc co ze mną jest nie tak, że mnie nie chciałaś?

- Wszystko jest dobrze kochanie, jesteś idealny dla mnie, dla fanów, dla rodziny, ale nie mogłam wiesz? To bardzo skomplikowane, ale dobre dla ciebie- ucałowała jego policzek, a potem wsiadła do auta i odjechała. A mi było tak cholernie źle, że skoczek zapomni to wszystko.

''Wydawało mi się, że tego ranka ujrzałem diabła
Patrząc w lustro, wylałem odrobinę rumu na język
Z wołaniem o pomoc by trzeźwiej myśleć.''


P.O.V Jurij


Podniosłem telefon i przyłożyłem go do ucha.

- Dave...- warknąłem.- Czego chcesz?

- Powiedz swojej księżniczce, że jeszcze raz i pożegna się z życiem.

- Jesteś chory!- wrzasnąłem.

- Jest pod moją kontrolą, jest moją pieprzoną marionetką, nie masz nic do gadania!

- Obiecuję ci, że kiedyś będziesz siedział w pierdlu...

- Obawiam się, że to nie nastąpi- zaśmiał się głośno, a ja nerwowo przeczesałem włosy.

- Dlaczego? Dlaczego to wszystko?

- Ponosi konsekwencje za swoje czyny, ona nie ma prawa być szczęśliwa- parsknął.- Kiedy wróci każdego dnia będę ją bił, szarpał. Będę niszczył jej serce i wszystkie uczucia, kawałek po kawałku. 

Usłyszałem trzask drzwi, a do pokoju wszedł trener. Przerażony nie wiedziałem, co zrobić. Nikt kolejny nie może się dowiedzieć. 

- Daj mi telefon!

- Ale trenerze, ja...

- Wiem z kim rozmawiasz, daj mi tego zasranego dupka!

Wyrwał mi telefon, a ja byłem w szoku. Skąd on go znał? Skąd on do cholery wiedział? Czy byłem aż tak nieostrożny?! Przecież zaraz Peter...

- Nie wierzę Dave, nie wierzę! Do tej pory było w miarę stabilnie, jak na twoją schizofrenię, ale ty niszczysz ludzi! Grozisz im, wykorzystujesz fakt ich naiwności!

- Mam gdzieś twoje wywody, ludzie się dla mnie nie liczą. Oh, Mike przypomnij mi ile w tym tygodniu ich zabiłem- słyszałem każde słowo tak dokładnie.- Ach no tak 13, nieszczęśliwa liczba, nieprawdaż Goran?

- To moja wina Dave, przestań ją męczyć!

- Męczyć? Ja ją zabiję! Za 3 dni, miesiąc, może rok!



Chłopacy nie płaczą, chłopacy nie płaczą! Dasz radę!

- T-Trenerze, pój-jdźmy na policję- wyjąkałem.

- Jurij, nie ośmieszaj siebie, dobrze wiesz, że ci nie uwierzą. Gdzie znajdziesz dowody? Będę miał alibi, będę miał ludzi za sobą, a jeśli to zrobisz zemsta będzie jeszcze większa...

- Więc za wszelką cenę przywrócę dawny gang- wytrzeszczyłem oczy i spojrzałem na trenera. Przepraszam, co? Jaki gang do cholery?!

- I zabijesz własnego...

- Nie jesteś nim.

- Nieważne, jeszcze raz i ją całkowicie stracicie.

Rozmowa została zerwana, a minuty leciały szybciej niż się spodziewaliśmy. Patrzeliśmy na siebie, jakby największe kłamstwo wyszło na jaw. Tyle pytań miałem w głowie, więc nie wiedziałem o które zapytać.

- Jurij...

- Goran...

Następne minuty wymieszane naszymi przyspieszonymi oddechami. Wzrok utkwiony to w ścianie, to kiedy odwaga nadeszła w samych siebie.

- Więc...

- Więc...- powtórzyłem powoli, jakby zastanawiając się, czy mój głos się nie złamie.

- To trochę...

- Przerażające?- zapytałem, a trener usiadł obok mnie z niezbyt ciekawą miną.- Więc kim jest dla ciebie Dave?

- On...

- Nie chcę kłamstw, dobrze?- teraz po jego oczach mogłem zauważyć, że będzie jeszcze trudniej. Minuty mijały kolejny raz, a my siedzieliśmy w kompletnej ciszy.

1...
2...
3...

- Dave to mój syn.



''Za wszystkie rzeczy, które zrobiłem przez te wszystkie lata
Za wszystkie iskry, które zgasiłem
Za wszystkie perfekcyjne rzeczy, w które zwątpiłem
Będę dobry, będę dobry.''

_______________________________________________________________

Przepraszam za takie opóźnienie! 
Po raz kolejny :/
Nauka, nauka, nauka
Uh, nienawidzę kwietnia.
Spodziewaliście się?
W końcu pewne sprawy trzeba wyjaśnić! :)
Kiedy now rozdział? Będzie napisane 
na blogu w notce ''ważne''
Proszę o udział w ankiecie!
Za wszelkie błędy najmocniej przepraszam!^
Drugi blog? Do końca tygodnia będzie następny rozdział!
Pozdrawiam cieplutko.
KOMENTARZ = MOTYWACJA

*poprawiony*